Sri Lanka, podróż życia, czy w głąb siebie? Cz. 7.
- Joanna Rucinska-Paulik
- May 20, 2025
- 3 min read
„Safari”
Kolejny etap ich podróży to safari w Parku Narodowym Udawalawe. Długo wybierali to miejsce. Naczytali się blogów, postów i naoglądali filmów na youtube. Do wyboru było kilka innych parków, np. Yala, ale tam ponoć więcej jeepów niż słoni i gepardów a oni nie jeepy przyjechali tu oglądać.
66 km znad oceanu postanowili jeszcze tym, ostatnim razem, pokonać samochodem z prywatnym kierowcą, bo lało niemiłosiernie i podróż lokalnym pks’em z kilkoma przesiadkami mogłaby w takich okolicznościach pogody popsuć ich dotychczasowe wrażenia.
Na miejsce dotarli ok 13 30. Nocleg tym razem kosztował 50 zł za noc za dwie osoby ze śniadaniem, czyli naprawdę mało. Gdy zostali wprowadzeni do pokoju z łazienką zrozumieli skąd ta cena, a ona, mimo że spocona wiedziała już, że to będzie ten jeden raz, kiedy się nie wykąpie. W miasteczku nie było specjalnie co robić, więc poszli coś zjeść, wypić kawę w miejscu o kuszącej nazwy Barista, a potem drzemali, czytali książki i wyrzucali sobie, ile wydali przez pierwsze pięć dni nad oceanem. By poprawić sobie humor podjechali tuk tuk’iem do polecanej na google maps knajpy i zjedli w niej pyszne kottu oraz sałatkę. Jedno danie i jedna sałatka „to share”. Tak jedli w zasadzie przez cały pobyt, bo porcje na Sri Lance są oooogroooomneee. Lekko pocieszeni zasnęli.
Pobudka wczesnym rankiem na safari podkreśliła dobitnie, że czas luksusowego lenistwa mają już za sobą. Nieumyta ubrała się i na wszelki wypadek wzięła koszulę do okrycia przed słońcem wystających z jeepa ramion. Jakże się więc zdziwiła, gdy zakrywała się tą koszulą już po kilku minutach jazdy.
- Dlaczego nikt na tych pieprzonych blogach nie napisał, że dojazd o świcie do parku w odkrytym jeepie przypomina stanie nad brzegiem Bałtyku późną jesienią?
- Kochanie, zaraz będziemy na miejscu. Jeszcze Ci będzie ciepło…
- Ale do tego czasu umrę…
- Nie umrzesz kochanie, jestem przy Tobie.
Jakby to miało jej w czymś pomóc. Transfer do safari ciągnął się „latami”, włosy miała poplątane od wiatru, ciało przemarznięte, humor średni.
Ale w końcu dojechali. Jeep stanął a ona mogła jako tako dojść do siebie.
Kupili drogie bilety i ruszyli w poszukiwaniu słoni. Wielu napotkanym przez nich wcześniej turystom ponoć nie udało się zobaczyć żadnego. Jeśli miałby to być także ich tzw. case to będzie jej zimno także na sercu a Michał będzie się musiał uzbroić w przeróżne zbroje, by przetrwać wieczór u jej boku. Jednak nie minęło 15 minut, gdy kierowca dał im znać ręką, że coś się zaraz wydarzy. Skręcił w kolejną piaszczystą alejkę pośród zielonych drzew i ich wytężonym oczom ukazało się kilkanaście jeepów. Teraz już wie, że to był dobry znak, bo oznaczał także obecność słoni. Przy drodze stały sobie 3 słonie, w tym jedno małe słoniątko. Wyglądały na smutne i pozbawione sensu życia.
W ciągu kolejnych dwóch godzin widzieli w sumie kilkanaście słoni, aligatora, dzikie kury, pawie, szakala, orły (czyli jastrzębie, ale polscy turyści nauczyli przewodnika tej nazwy) oraz kolibry (czyli jakieś małe kolorowe ptaszki, które także dzięki polskim turystom zostały przemianowane na kolibry). A ona nie czuła nic. Park był piękny, owszem, ale jeżdżąc po nim tym jeepem czuła się jakby lizała lizaka przez folię. Wyobrażała sobie, jakby to było jeździć po parku rowerami oraz jakby to było, gdyby nie było tych wszystkich innych jeepów z turystami fotografującymi wszystko, wszędzie na raz, z rzadka spoglądając na otoczenie bez pomocy obiektywu. Ich przewodnik i kierowca był naprawdę cudowny i bardzo zaangażowany, kiedyś był pracownikiem tego parku i było czuć, że znał go jak własną kieszeń, ale i tak nie czuła nic. Bała się przyznać do tego Michałowi, bo nie chciała mu zrobić przykrości. Na szczęście w drodze powrotnej do miejsca noclegu zadał jej pytanie, po którym rozpoznała, że miał dokładnie takie same odczucia.
- I co myślisz kochanie o tym safari?
- No mam mieszane uczucia. Banda kretynów (wiem, ostro popłynęła nawet jak na nie-coacha, wybaczcie, no i sama była jednym z nich) w jeepach, ze smartfonami, stłoczonych w pogoni za bogu ducha winnymi słoniami. Jakiś niesmak mam. Niby te zwierzęta mają tam dobre warunki, ale w sumie to takie większe zoo.
- Myślę podobnie.
I wiedzieli już, że było to ich pierwsze i ostatnie safari.


Comments