top of page

Sri Lanka, podróż życia, czy w głąb siebie? Cz. 6.

  • Writer: Joanna Rucinska-Paulik
    Joanna Rucinska-Paulik
  • May 20, 2025
  • 2 min read

„Udawalawe”

 

Po pięciu dniach, zamiast planowanych pierwotnie trzech, przyszedł czas, aby ruszyć dalej, w głąb wyspy. W Tangalle mieli „tylko” odpocząć i zebrać siły na zwiedzanie. Przed wyjazdem postanowili sobie, że będzie to jedyny luksusowy pobyt, później będą spać w tańszych i skromniejszych miejscach. Zanim jednak na dobre opuścili tę rajską plażę postanowili udać się do centrum Tangalle, w ramach takiego a la przedsmaku rozpoczynającej się przygody.

Była już tak wypoczęta, że nie przeszkadzał jest hałas wydobywający się spod kół setek motorów, skuterów, tuk tuk’ów oraz pędzących miejskich autobusów. Ruch uliczny zdawał się być absolutnie nieproporcjonalny do rozmiarów miejscowości. Jeszcze więcej na ulicach Tangalle było przechodniów. Pojazdy i ludzie w świetle tropikalnego słońca tworzyli razem obraz mieniący się tysiącem kolorów.

To co bardzo zwracało jej uwagę to uśmiech na twarzach ludzi, wszyscy się uśmiechali, do siebie, do innych a najbardziej do niej.

- Ale jesteś popularna hahaha

- No faktycznie, miło mi tu hahaha

Uśmiechały się do niej dzieci małe i duże, kobiety i mężczyźni, nawet młodzież. Oczywiście odwzajemniała uśmiechy i radośnie dreptała uliczkami zachwycając się barwami, zgiełkiem, atmosferą i roślinnością.

Szczególnie zachwyciło ją jedno drzewo. Później dowiedziała się, że to drzewo nuga, które na Sri Lance jest uznawane za święte drzewo, a jego drewno i kwiaty mają znaczenie religijne i kulturowe. Nie mogła od niego oderwać wzroku. W końcu jednak minęli je i poszli do portu.

Wracając ze spaceru zobaczyła, że zatoczyli koło i ponownie mogła napawać się widokiem drzewa.

- Zobacz jakie ogromne, majestatyczne jest to drzewo, wręcz niewiarygodne.

- Tak kochanie.

- Jest niczym dach nad sporym kawałkiem ulicy.

Szli dalej, gdy nagle poczuła na nosie uderzenie jakiejś bliżej nieokreślonej ciekłej masy. Wystraszyła się, ale szybko pojęła, że to jeden z zamieszkujących koronę drzewa ptak narobił jej na nos. Spojrzała na Michała błagalnie, ale on nie zrozumiał tej niewypowiedzianej na głos prośby. Zastanawiała się, czy nos jest biały, czy może żółty. Na szczęście nie musiała rozpatrywać całej palety kolorów, bo z pomocą nadbiegli (dosłownie) Lankijczycy. Jeden z nich nawet specjalnie zatrzymał się tuk tuk’iem… Każdy z nich miał dla niej chusteczkę oraz dobre słowo:

- It is for good luck Madame!

I z taką właśnie interpretacją tego zabawnego zdarzenia opuściła Tangalle.

Recent Posts

See All
To przecież tylko zwykłe bieganie...

Czemu czuła się jak odkrywca kontynentu, mimo że chyba wszystkie zostały już odkryte? Skąd to unoszące ją do gwiazd uczucie szczęścia,...

 
 
 

Comments


bottom of page