Sri Lanka, podróż życia, czy w głąb siebie? Cz. 4.
- Joanna Rucinska-Paulik
- May 20, 2025
- 2 min read
„Z rozdziawioną gębą”
W lataniu najbardziej lubiła to, że z momentem oderwania się od płyty lotniska odrywała się od swojego życia, czas lotu był przerwą od niego, taką, jak kiedyś, w pracy albo w trakcie ogarniania obowiązków domowych była dla niej przerwa na papierosa.
Spoglądała przez okno i obserwowała, jak każde z trzech słów na „N”, po kolei, odlatywało gdzieś daleko i rozpuszczało się ponad chmurami.
Zasnęła.
Obudziła się, gdy pilot zapowiadał lądowanie w Kolombo. Zwyczajowo podał temperaturę oraz inne parametry.
Po wyjściu z samolotu czuli się jak wypluci z tyłka dinozaura (porównanie zapożyczone od przyjaciółki), tymczasem musieli jeszcze załatwić wizę, wymienić walutę, kupić wodę i odnaleźć swojego kierowcę.
To ostatnie okazało się najprostsze i zarazem najprzyjemniejsze. Sympatyczny Lankijczyk stał z szerokim uśmiechem pośród innych około stu podobnych sobie kierowców z kartką wielkości plakatu z nazwiskiem Michała.
Kiedy wyszli na zewnątrz temperatura oraz wilgotność powaliły ich bardziej niż się spodziewali. Zmęczenie dało w tym momencie o sobie znać niczym Tsunami uderzające o brzegi Sri Lanki kilkanaście lat wcześniej.
Do hotelu jechali ok 3 h, na szczęście większość drogi przespali. Pod koniec jazdy obudziła się i oglądała przez okno samochodu wymarzoną Sri Lankę Michała.
Zmęczenie pewnie sprawiało, że dziwiła się szczerze, że kraj ten mógł być czyimś marzeniem. Ruch na drogach paskudny. Gorąco jak w piekle, ludzie przechadzali się po ulicach ze starymi i brzydkimi parasolami, aby chronić się przed słońcem.
- Super…
Pomyślała.
- Skoro Lankijczycy się przed nim chronią to co ona zrobi?
Kontynuowała niefajną myśl.
Widziała też brud, biedę, nieporządek, tysiące zadrapanych tuk tuków i skuterów z całymi rodzinami na pokładzie. Jakoś nie wróżyło to wymarzonych wakacji.
W końcu dojechali do Tangalle.
Kierowca spytał, czy chcą wstąpić do sklepu, ale oni jak najszybciej i za wszelką cenę chcieli być już w hotelu.
Skręcił więc w piaszczystą uliczkę, opuszczając tym samym centrum miasteczka i wtedy krajobraz zaczął się zmieniać.
Owszem, nieporządek i bieda wciąż w nim królowały, ale jakoś ładniej prezentowały się w połączeniu z oceanem, plażą i nieprawdopodobnie bujną roślinnością, której widok zachwycał pięknem tak, jak nowonarodzone niemowlę matkę.
Ten 2 kilometrowy odcinek przejechała z rozdziawioną „gębą” i szeroko otwartymi oczami.
Przez głowę przeleciała jej myśl, że nie ma takiej urody jak np. Angelina Jolie, żeby ładnie z rozdziawioną buzią wyglądać… Jednak nie miała na to wpływu a w Tangalle zachwyt trudno jej było wyrażać inaczej. Dojechali.


Comments