top of page

Dzień Mamy

  • Writer: Joanna Rucinska-Paulik
    Joanna Rucinska-Paulik
  • May 26, 2025
  • 4 min read

Updated: May 27, 2025

Pamiętam czas, kiedy dzień Mamy był dla mnie dniem poszukiwania najpiękniejszego prezentu na świecie dla mojej osobistej i ukochanej Mamy. Z początku były to prezenty nietrafione, np. artykuły gospodarstwa domowego, których moja mama nie znosi do dziś. W miarę jak robiłam się starsza zastępowałam pudełka na sery i inne przyprawy biżuterią z galerii w pasażu Apollo. Mama może nie promieniała ze szczęścia, ale była zdecydowanie bardziej zadowolona. Później nadszedł czas, gdy najlepszym prezentem dla niej byłaby nasza relacja, ale wtedy ja się pogubiłam i przestałam ją lubić.

 

Jakiś czas później urodził się mój pierwszy syn i znaczenie słowa Mama poczułam na własnej skórze, w sercu dopiero później. Przez pierwsze miesiące moje życie było dalekie od tego, co oglądałam w ciąży na reklamach pieluszek czy kremów do pup niemowlaków. Z tłustymi włosami i brzydkim szlafroku czekałam z nim w domu na koniec urlopu macierzyńskiego obwiniając się, że się nie cieszę i mówiąc do siebie w głowie: Co z Ciebie za matka…

 

Depresja poporodowa na szczęście minęła, chyba wtedy, gdy poszłam do pracy. A dni Mamy z tamtego czasu kojarzą mi się ze wzruszeniem, ale też uczuciem, że ciągle nie jestem tam, gdzie powinnam, jak byłam w pracy, wyrzucałam sobie, że on jest w żłobku, a jak brałam opiekę na chore dziecko, to że nie robię kariery. I tak bez końca…

 

Poczucie winy podsycane było komentarzami rodziny oraz opowieściami innych matek, które zdecydowały inaczej i karmiły swoje pociechy piersią do 3ciego roku życia. Ja do 3ciego roku życia byłam niewyspanym zombie chcącym codziennie, żeby skończył się dzień albo zaczął weekend. Oczywiście mieliśmy wiele cudownych chwil razem, jednak dominujące było poczucie winy i rozczarowania sobą jako Mamą.

 

Gdy synek skończył 3 lata i zaczął przesypiać noce rozpoczęła się nowa, radosna era mojego macierzyństwa. Wtedy dni Mamy były pełne radości, dumy i łez podczas przedstawień w przedszkolu, na których wszystkie dzieci z ogromnym oddaniem śpiewały, tańczyły i recytowały dla swoich ukochanych Mam.

 

Wtedy zapragnęłam urodzić drugie dziecko. Przez kolejne półtora roku staraliśmy się o nie i w pewnym momencie odpuściłam i powiedziałam do siebie: Aśka, masz już jedno dziecko, zdrowe, kochane, mądre. Są tacy, którzy nie mają w ogóle. Ciesz się i dziękuj Bogu i przestań walczyć o drugie… Jak się domyślacie, po 9 miesiącach urodził się Jacek. Ach ta moc odpuszczania… Fascynuje mnie cały czas.

 

Miałam już 31 lat i bardziej dojrzale podchodziłam do ciąży i narodzin niż w wieku 26… Radość wypełniała nasz dom po brzegi. Franek także cieszył się na brata. Pamiętam, jak rozmawiał z nim przez skórę na moim brzuchu. Musiał dość głośno krzyczeć, bo gruba byłam w tej ciąży niczym Fiona ze Shreka. Do dziś nie wiem, czy Jacek go słyszał.

 

Bycie Mamą od sierpnia 2008 było inne, bo podwójne. Rozdzielenie uwagi pomiędzy 5,5 latka a noworodka stanowiło wyzwanie. Franek dzielnie wyciągał sobie sam parówki z lodówki, kiedy karmienie piersią Jacka przeciągało się w nieskończoność. Odstawiłam go od piersi, bo drugi raz trudnego macierzyńskiego nie chciałam. Chciałam się cieszyć spacerami z dziećmi, wspólnymi zabawami, oglądaniem bajek a nie siedzieć i karmić z obolałymi piersiami i czekać aż to się skończy. Decyzja o odstawieniu kosztowała mnie oceany łez wylanych z poczucia winy i szeptu w mojej głowie, który znowu mówił: Co z Ciebie za matka.

 

Nie trwało to na szczęście długo. Cieszyłam się Frankiem i Jackiem. Na dni Mamy czekałam z niecierpliwością i radością. Uwielbiałam przedstawienia, laurki, prezenty, kwiaty od ich taty w ich imieniu. Czułam, że to moje, bardzo ważne święto. Nie zapominałam także o mojej Mamie, z którą cały czas miałam kontakt, mimo, że nadal niespecjalnie ją lubiłam. Pomagała mi bardzo przy dzieciach, gdy ja „musiałam” pracować a one miały gorączkę.  Jednak wtedy zamiast wdzięczności irytowałam się, że trakcie opieki nad nimi w naszym mieszkaniu przestawiła mi jakiś nic nie znaczący w skali całego mojego życia wazonik albo mebel.

 

Postrzeganie mojej Mamy zaczęło się zmieniać, kiedy się rozwiodłam. To Mama wspierała mnie każdego dnia, a wierzcie mi było CO wspierać… Pomagała przy dzieciach, wysłuchiwała moich lamentów, przytulała, gdy płakałam tak rzewnie, jakby mi za to płacili. Serce jej pękało, ale nie pokazywała tego, bo chciała być dla mnie silna, chciała mnie chronić, chciała być moją opoką.

 

Ten trudny czas, jak wiele innych wcześniej, minął i w moim życiu wyszło słońce. Dni Mamy świętowałyśmy zawsze wspólnie i starałyśmy się, by zawsze byli z nami chłopcy. Nie prezenty były już ważne a nasze relacje, bliskość i wdzięczność, że je mamy. Chłopcy rośli, my dojrzewałyśmy. Mimo różnych perturbacji życiowych, których mieliśmy jeszcze później doświadczyć, zbudowaliśmy między sobą bezcenną więź. Nawet jeśli nie widzimy się albo nie słyszymy codziennie, to mamy siebie w sercu 24/7.

 

Dzisiaj w dzień Mamy nie szukam prezentów na siłę ani nie czekam na nie sama. Choć oczywiście jak coś wpadnie, to jest mi bardzo miło. Mamie nie potrafię nie kupić choćby kwiatów. Dzisiaj na spontanie wykupiłyśmy jej z siostrą Voucher do salonu kosmetycznego na zabieg z masażem, mimo że niczego nie chciała, wiadomo…. Ucieszyła się bardzo, ale wiem, że jeszcze bardziej cieszy się każdego innego dnia, że ją lubię, nie tylko kocham, ale lubię.

 

Życzę sobie i Wam tego właśnie, żeby nasze dzieci lubiły nas, a my abyśmy lubiły nasze Mamy. Jakie by te nasze Mamy nie były, to jesteśmy częścią nich i dopóki ich nie polubimy w całości to trudno będzie nam polubić siebie same.

 

P.S. Dzisiaj w ramach prezentu od siebie dla siebie z okazji dnia Mamy wykorzystałam voucher na 20 zł w Biedronce kupując papier toaletowy, domestos, cif, coś na kamień i rdzę oraz papierowe ręczniczki i płyn do płukania. Wracając do domu weszłam do Rosmanna i za zaoszczędzone 20 zł zakupiłam śliczne różowe klapki, o których od kilku dni marzyłam… Jak opowiem to Mamie, będzie ze mnie dumna. Młodszy syn już usłyszał i uśmiał się serdecznie.

Recent Posts

See All
To przecież tylko zwykłe bieganie...

Czemu czuła się jak odkrywca kontynentu, mimo że chyba wszystkie zostały już odkryte? Skąd to unoszące ją do gwiazd uczucie szczęścia,...

 
 
 

Comments


bottom of page