top of page

Sri Lanka, podróż życia, czy w głąb siebie? Cz. 11.

  • Writer: Joanna Rucinska-Paulik
    Joanna Rucinska-Paulik
  • Jun 28, 2025
  • 10 min read

„Pekoe Trail”

 

Była sobota. Trzeci dzień długiego weekendu na Sri Lance. Zdawali więc sobie sprawę, że na dworcu będzie sporo podróżujących, i że ponieważ nie mieli rezerwacji mogą mieć problem z dostaniem się do pociągu. Ale nie przejmowali się tym. Byli przecież na wakacjach. Najwyżej pójdą po torach.

Śniadanie zjedli jednak w niecierpliwym pośpiechu, którego zupełnie nie wyczuwał kelner. Snuł się w stylu slow life podkręconym lankijskimi korzeniami. Im bardziej zależało im na przyspieszeniu tego punktu dnia tym bardziej kelner zwalniał. Znacie to? Kiedy za bardzo na czymś Wam zależy świat jakby na złość (choć to wcale nie złośliwość…) nie daje Wam tego, a Wy z uporem maniaka zadajecie sobie pytanie: DLACZEGO???

Świadomi tego mechanizmu nie zadali tego pytania ani sobie ani kelnerowi. Z kęsami jedzenia w ustach, z plecakami na plecach pobiegli do recepcji zamówić tuk tuka z pomocą aplikacji pik me.

Aplikacja podobnie jak kelner wyszukiwała kierowcę jakoś wolniej i leniwiej niż zazwyczaj. Lekki nerw przeszył ich ciała.

@ A jak nie zdążymy na pociąg?

@ Zdążymy Kocio, spokojnie.

To jego „spokojnie” ... Czemu nie uspokaja? Albo inaczej. Uspokaja, ale tylko wtedy, gdy w jej głowie jest odrobina nadziei, że faktycznie będzie ok, ale w tamtym momencie nadziei nie było. Na wycieczce górskiej zależało jej tak bardzo jak kiedyś na znalezieniu faceta, co nie wróżyło dobrze, bo od rozwodu do poznania Michała minęło 8 lat…

Oddychaj Aśka, oddychaj. I odpuść. Zdążycie to zdążycie, nie zdążycie to pojedziecie tuk tukiem pod sam szlak. Luz.

Zdążyli. Ba! Okazało się, że z powodu awarii na innej stacji pociąg będzie miał opóźnienie. Rozsiedli się więc na ostatniej wolnej ławce na peronie i czekali pilnując zakupionych za grosze biletów do 3 klasy bez rezerwacji. Starali się nie przejmować narastającą masą podróżnych. Gdyby się przejmowali opuściliby dworzec porzucając marzenie o górskiej wyprawie. A tego przecież nie chcieli.

Michał słuchał podcastu o Ukrainie a ona myślała, ile można tego słuchać. Sama obserwowała ludzi, stację i jej pracowników oraz podziwiała widok na góry przed sobą. W pewnym momencie nie wiadomo jak i skąd, coś pchnęło ją do otwarcia notatek w telefonie i napisania pierwszej części opowieści o Sri Lance, którą mieliście już okazję przeczytać. Godzina na stacji minęła jak z bicza trzasł.

@Przeczytać Ci, co napisałam?

@Przeczytaj.

Przeczytała a Michał uśmiechał się słuchając a kilka razy nawet wybuchł większym śmiechem. Czuła, że to był fajny tekst. Może napisze więcej? Opisze tę całą niesamowitą podróż i podzieli się nią ze światem. Tak zrobi.

Pociąg wjeżdżał na stację powoli a widok zatłoczonych wagonów i przygotowującego się do ich zapełnienia tłumu nie dawał wiele nadziei, ale nie zgłębiała tego tym razem zbyt głęboko. Przyczaiła się jak kotka, wyostrzyła zmysły, głównie wzroku, napięła mięśnie i obstawiała, gdzie zatrzyma się wagon z trzecią klasą. Dobrze jej poszło.

@Tu Michał. Tu.

@Spokojnie, Kocio.

@Spokojnie będzie w górach, teraz akcja.

Stojąc w wagonie czuli, że wygrali los na loterii. Jeszcze tylko półtora godziny jazdy pociągiem z najpiękniejszymi widokami na świecie i będą na szlaku. Mogli stać, mogli nie pić wody, nie jeść, nie oddychać. Mogli przez półtora godziny żyć tą jakże cudowną perspektywą. Rozmarzeni i rozpływający się w poczuciu szczęścia powoli zaczęli dostrzegać innych pasażerów, słyszeć ich rozmowy, śmiech, nawet śpiew. Ponownie zaskoczyło ją, że mimo panującego w pociągu hałasu nie czuje się z tym źle. Nie czuła nadchodzącego ataku paniki z powodu zbyt wielu intensywnych bodźców. Czuła zachwyt i głębokie zainteresowanie tymi wszystkimi ludźmi. Wyobrażała sobie, kto jest kim w danej grupie, dokąd jadą, co robią na co dzień i jak żyje się im w tym pięknym kraju z najpiękniejszymi widokami z pociągu na świecie. W pewnym momencie dostrzegła prześliczną dziewczynę, której na kolanach siedziała jej mała, kilkuletnia kopia. Widziała ją już wcześniej na peronie, ale bez Małej Kopii. Wydawało jej się wcześniej, że Mała Kopia przynależy do innej grupy podróżujących, ale okazało się jednak inaczej. Dziewczyna uśmiechnęła się do niej i wcale jej już to nie zdziwiło, bo w zasadzie uśmiechały się do niej wszystkie twarze w wagonie. Odwzajemniając je i czując jak pracują jej mięśnie twarzy liczyła na efekt botoksu.

@Hi, excuse me, please sit down.

Dziewczyna zagadała do niej.

@No no no, I can stand, it is fine.

@But please. You are a tourist.

Nalegała zgodnie z niepisaną zasadą, że turystom należy ustępować miejsca. Dźwigają przecież rozwój gospodarczy kraju. Nie czuła, że dźwiga aż tyle, ale w końcu usiadła.

@Ok, but we can sit together.

@Ok, hahaha.

Dziewczyna roześmiała się sposób naturalny, dziewczęcy a jednocześnie seksowny. Ciekawe ilu mężczyzn uległo jego urokowi. Zostawiła tę myśl i wciągnęła się w rozmowę. Dziewczyna miała na imię Kalpana. Podróżowała z dwiema siostrami i rodzicami oraz siostrzenicą Małą Kopią. Jedna z sióstr, równie śliczna jak jej rozmówczyni z siedzenia, przypatrywała się jej bacznie, z lekkim podziwem, ale też nieśmiało. Kobiecy kącik. Okazało się, że obie siostry pracują na co dzień w Kolombo, Kalpana w biurze podróży a Praba jest prawniczką. Pochodzą z miejscowości, w której znajdował się ich hotel. Rodzice mają dom z ogrodem i dużym drzewem. Mieszka z nimi siostra ze swoją córeczką, Małą Kopią. Rozmawiało się przemiło. Trochę o ich podróży a trochę o życiu w Kolombo. Do domu rodzinnego przyjechały na długi weekend a tego dnia jechały z nimi w pociągu, bo wybierały się całą rodziną na festyn w pobliskiej miejscowości. Rozmowę przerywały im wjazdy do tunelu. Nie dlatego, że nie dało się rozmawiać po ciemku, ale dlatego, że za każdym razem, kiedy pociąg przejeżdżał przez tunel po całym pociągu rozbrzmiewało wielkie i głośne BUUUUUUU oraz inne radosne okrzyki. Przypomniało to jej czasy, kiedy była dzieckiem, i wydawała z siebie podobne lub takie same dźwięki jadać autobusem, kiedy podskoczył na nierównej drodze lub gdy pociąg wjeżdżał to tunelu albo gdy samochód jechał po stromej drodze. Tym razem milczała i przysłuchiwała się tej czystej, nieskażonej niczym radości. Zbliżali się do swojej stacji Ohiya, ale jest pewna, że gdyby jechali dalej krzyczałaby wkrótce razem z innymi pasażerami. Przed wyjściem z pociągu zdążyła wymienić się numerami telefonów z Kalpaną, ale żegnał ich cały pociąg. Wszyscy im machali i życzyli wspaniałego dnia. @Kochanie, cudowna podróż.

@Tak Kochanie.

Unosząc się kilka metrów nad ziemią skierowali się do małego sklepiku, w którym mieli nadzieję napić się dobrej kawki. Kupili wodę i bułeczki na drogę. Prowiant pełna profeska. Właściciel okazał się być kierowcą stojącego przed sklepem czerwonego tuk tuka. Pojechali nim do Devils’ Staircase View Point: https://maps.app.goo.gl/6XLBH6Gj7bStLXoEA

Tam zaczynał się ich wymarzony szlak na trasie Pekoe Trail. Upał lał się z nieba, ale zatrzymywał gdzieś ponad ich głowami tak jakby górski mikroklimat bronił roślinności przed zbytnim ogrzaniem. Na wszelki wypadek założyli czapki z daszkiem, nasmarowali twarze kremem z filtrem i dziarsko ruszyli ku przygodzie. Wspominali podróż pociągiem i spotkane sióstr z Diyatalawy. Ale już po kilku minutach nie mogli robić nic innego niż zachwycać się drogą. Nie do wiary, że to też była Sri Lanka… Chmury mieszały się z mgłą, a może były nią.

Szlak prowadził w dół. Przyjemny początek drogi, pomyślała. Mgła opadała i unosiła się odsłaniając w nieoczekiwanych momentach ścieżkę, połoniny, drzewa stojące samotnie i tęskniące za tymi, które rosły gromadnie. Czasem była na tyle łaskawa, że podniosła się tak wysoko, żeby mogli zobaczyć szczyty okolicznych gór pokryte zielenią i żółtym piaskiem, jakby ktoś przejechał po nich pędzlami o dwóch kolorach. A oni, czasem dziękowali za tę mgłę, bo dzięki niej nie ryzykowali udaru, a czasem złościli się na nią, bo gdyby nie ona mogliby dojrzeć znacznie więcej.

@Cieszmy się kochanie tym, co widać, mogłoby być gorzej.

@Tak. Doceniam.

@I zobacz, jak dobrze, że na Horton Plains nie pojechaliśmy. Tam pewnie teraz tłum ludzi jak na dworcu a tu żywego ducha nie spotkasz.

@Tak, prawda.

@A czyj to był pomysł?

Dopominała się o uznanie jak mała dziewczynka.

@Tak, Kocio, Twój.

Zadowolona z potwierdzenia szła dalej jeszcze pewniej i radośniej niż przed chwilą.

Wkrótce usłyszeli szum wody.

@Czyżby gdzieś w pobliżu krył się wodospad albo strumień?

@Chyba tak. Może schłodzimy się w nim?

@Super pomysł. I napełnimy butelkę wodą.

Nie wiedzieć czemu mieli tylko jedną butelkę wody. Brawo! Jedzenia też jak na lekarstwo. Tak jakby po drodze czekało na nich kilka McDonaldów… Racjonując porcje jedzenia i wody doszli do wodospadu, ale akurat, nie wiadomo kompletnie skąd, pierwsi znaleźli go i osaczyli sobą młodzi ludzie, chyba w ramach jakiejś wycieczki. No trudno. Zazdrośnie popatrzyli na nich chłodzących w strumieniu pod wodospadem i poszli dalej. Mgła jakby drocząc się z nimi, akurat w tym momencie, kiedy zaczęli odczuwać gorąco, podniosła się i odleciała daleko, być może w inne góry. I wtedy ich uwagę od potencjalnego udaru oraz odwodnienia czy ewentualnie śmierci głodowej odwrócił widok wioski górskiej, z której dochodziły dźwięki muzyki i śpiewu. Automatycznie zaczęła rytmicznie poruszać biodrami.

@Nie kuś, bo jeszcze Ciebie porwą do zabawy.

@Hahaha.

Mieszkańcy wioski, jakby słysząc te słowa zaczęli do nich machać i wykrzykiwać pozdrowienia. Być może pili Arak a może tylko wodę, w każdym razie byli bardzo radośni. Tańcząc opuścili wioskę, aby ponownie stanąć twarzą w twarz z dziką naturą. Zastanawiała się, jakie zwierzęta mogą wyskoczyć zza każdego rogu ścieżki lub krzaka. W okolicy żyją słonie i lamparty i liczne pawie, które można tam spotkać jak na polskich wsiach kury. Ale może było za gorąco albo pobiegły do Horton Plains wesprzeć Park i zadowolić turystów, którzy na bilet wstępu wydali znacznie więcej niż oni na bilet trzeciej klasy z Diyatalwy do Ohiyi. Szli, szli i szli. Rozmawiali i milczeli naśladując wzór opadającej i unoszącej się kilka chwil wcześniej mgły. Kiedy woda i jedzenie powoli zaczynały się kończyć, w oddali zaczął wyłaniać się budynek. Był cały biały i zapraszał tą bielą do odświeżenia się. Był to hotel Acacia Inn https://maps.app.goo.gl/dNycsDFfZLMJ22H78

Właściciel wyszedł im naprzeciw proponując darmową kawę lub herbatę. Kupili od niego nową wodę. Posiedzieli przy drewnianym stole pod drzewem akacjowym i podziwiali hotel. Manager wyjaśnił im, że hotel jest odwiedzany najczęściej przez norweskich oraz niemieckich turystów, którzy przylatują na Sri Lankę głównie na szlak Pekoe Trail. Nocują w nim i odpoczywają kilka dni przed ostatnimi dwoma czy trzema etapami trasy. Zaczęło padać i schronili się w środku. Nie mieli nic od deszczu. Kolejne brawa! Ale jak to się mówi, mieli więcej szczęścia niż rozumu… Przestało padać i ruszyli w ostatni, jak sądzili odcinek drogi do stacji kolejowej Idalgashinna. Z takim zapasem wody, najedzeni i wypoczęci mogliby iść i iść. Jednak robiło się coraz goręcej i goręcej a droga stawała się coraz bardziej stroma. Nadal żywego ducha, na szczęście słoni i lampartów też nie.

@Kochanie, dość długo już idziemy, ile myślisz jeszcze? Robi się późno, o 18 00 tutaj robi się ciemno.

@Nie wiem, kochanie, nie mam tu zasięgu. Idziemy za pomarańczowym znakiem.

Wolała już to jego „spokojnie” …

Roślinność nadal była tu zielona, ale miała zdecydowanie ciemniejszy odcień. Gęstniała też mocno po bokach drogi podobnie jak atmosfera wycieczki. I wtedy usłyszeli dziwny dźwięk, jakby jakieś zwierzę spacerowało pomiędzy krzakami i drzewami.

@Michał, boję się, Michał.

Michał nie wyglądał na kogoś, kto mógłby ją uspokoić. Ale po chwili powiedział.

@To tylko sieć wodna. Ten dźwięk jest z tych węży wodnych.

@Boże, ufff.

Ocaleni! Ale zmęczeni. Resztkami sił wyłapali z otoczenia kolejny dźwięk tym razem podobny do komunikatów wydobywających się z megafonów samochodów rozwożących lody. Mieli ochotę na lody, mieli ochotę na wszystko, co zimne i ciekłe. Jednak samochód okazał się być śmieciarką. Nie pasował do krajobrazu ani wizualnie, ani akustycznie. Mijał ich powoli znęcając się nad ich słuchem. Kiedy odjechał kilka metrów przed nimi wpadła na pomysł.

@Może by nas kawałek podwieźli?

Michał spojrzał na nią z niedowierzaniem, podobnym do tego, które widziała u niego na twarzy, kiedy wszystkie kartony z jej rzeczami stanęły ciężko na podłodze jego mieszkania.

@Dobra!

@To biegnijmy!

I biegli za śmieciarką, której przed chwilą tak bardzo chcieli się pozbyć z widoku.

@Hello, could you give us a lift?

Zapytała i miała nadzieję, że kierowca i jego pomocnik znają angielski na tyle, by nie zrozumieć tych słów dosłownie.

@ Sure. Go to the back.

@OK, great, thank you!

I usiedli na pace pośród lankijskich śmieci z komunikatem z megafonu, którego nie rozumieli. Michał co jakiś czas sprawdzał trasę oraz gdzie powinni wysiąść.

@Przejechaliśmy nasz szlak…

@Co, jak to?

@No tak to.

@O nie.

@Hello hello! We have to go. Please stop!

Ale nie zatrzymywali się nic a nic. @Pukajmy w ścianę naczepy.

@Dobra.

I się dopukali. Śmieciarka zatrzymała się, pożegnali się z pracownikami służb porządkowych i podreptali w kierunku szlaku. Tutaj zaczynał się las. Jeszcze przerzedzony, ale las. Schłodzili się trochę. Jadąc śmieciarką zyskali trochę na czasie. Może zdążą przed zmierzchem. Las na chwilę się skończył i odsłonił małą i biedną osadę. Starsza kobieta siedziała na ganku a przy ostatnim budynku stały małe dzieci, chłopczyk i dziewczynka. Nie mieli nic, co mogliby im dać, żadnego lizaka, nic. Trudno, zapiszą w lesson learned, żeby zawsze coś mieć następnym razem. Dzieci machały do nich radośnie, witały się i pozdrawiały. Byli definitywnie wydarzeniem ich dnia a może i tygodnia, oby nie życia. Machały do nich nawet wtedy, gdy byli już jakieś 10 minut od osady i wchodzili na przełęcz. Ostatnie machnięcie i zniknęli po jej drugiej stronie. Przełęcz zamieszkiwała starsza kobieta bez zębów za to z bujnymi siwymi włosami. Otoczona kozami przechadzała się po swoich włościach patrząc na nich bez specjalnego zainteresowania. To było ostatni człowiek widziany przez nich na szlaku. Później były już tylko drzewa, drzewa, coraz więcej drzew a krajobraz przypominał trasę na Śnieżnik.

@Niesamowite, że tu jest w zasadzie jak w Polsce. Jak w domu haha

Jednak nie do końca, bo w drodze na Śnieżnik nie słychać odgłosów dzikiej zwierzyny, które na szczęście ostatecznie okazywały się gumowymi wężami wodnymi. Kiedy tylko strach po kolejnym gumowym wężu minął pojawiły się kłody przewrócone na ścieżce w ilości równej drzewom. Każda z nich była jak element toru przeszkód. Czasami musieli nawet zdejmować plecaki, by przez nie przejść. Do tego spadały na nich ogromne igły, bo ten las był już iglasty. Robiło się ciemno, zimno i daleko od domu.  

Z utęsknieniem wspominała początek trasy i bawiącą się z nimi w ciuciubabkę mgłę. Zastanawiała się jak daleko jest do hotelu Acacia, i czy może nie warto do niego zawrócić. Szła jednak dalej modląc się, by zdążyli dojść na stację kolejową zanim zapadnie absolutna lankijska i tropikalna ciemność. Przyroda jednak nie skończyła jeszcze z nimi. Szlak zamienił się w strumień, pomarańczowe znaki przestały wskazywać drogę, drzewa trzymały się niejako za ręce próbując przeszkodzić im w przejściu.

@Dobrze się bawicie?

A one tylko zaszumiały rozbawione swoją przewagą nad dwojgiem polskich turystów, którzy wyszli w góry po 12 00 licząc na piękną przygodę bez elementów grozy, z kawą w hotelu i piknikiem pod akacją. Takiego Wała! Nogi im się plątały, widzieli coraz mniej, za to więcej słyszeli, woleliby odwrotnie. Buty mieli przemoczone, nogi drżące ze strachu i zmęczenia.

@To przez Ciebie tak późno wyszliśmy. Chcę do domu!

@Zaczyna się, teraz ja jestem winny, tak?

@Jak coś idzie nie tak, to przecież zawsze jesteś winny haha

@Wiadomo…

Sprzeczka drobna jak na rosnące napięcie. Gałęzie sięgały po nią łapczywie próbując oplątać jej uda i ramiona. Michałowi dały spokój. Droga wiła się to w lewo to w prawo dezorientując ich całkowicie. Za każdym zakrętem spodziewali się zobaczyć światła stacji kolejowej, ale to niegdy nie następowało. Ciągle tylko kolejne drzewa, liście, gałęzie, igły, kłody, strumień, który stawał się bagnem i odgłosy gumowych węży wodnych, które zanim się nimi okazywały dość profesjonalnie udawały polującą w nocy zwierzynę. Marzyła o stacji, miejscu siedzącym w pociągu, jedzeniu i zimnym piwie. Nie miała tego na mapie marzeń, ale pragnęła najbardziej na świecie. Zastanawiała się, jakie inne marzenie mogłaby poświęcić, aby spełniło się to… Każde!

I wtedy stał się cud. W oddali, gdzieś na dole (czyli byli wciąż wysoko) migotały światełka stacji kolejowej w Idalgashinnie.

@Jezu uff Michał! Jesteśmy uratowani!

@No mówiłem Ci kochanie, że wszystko będzie dobrze.

@Nie słyszałam chyba, ale nieważne, zaraz będziemy na stacji 

Droga do stacji zajęła im jeszcze 15 minut, ale idąc z nią przed oczami nogi same niosły. Gdy dotarli do stacji, kierowca tuk tuka poinformował ich, że dzisiaj już żaden pociąg tędy nie pojedzie. Ale oni wychowali się w PRL’u i nie takie już bajki słyszeli. Poszli pewnie do kierownika stacji i otrzymali od niego zupełnie odwrotną informację. Kilka minut później siedzieli w chłodnym pociągu z brakiem najpiękniejszych widoków na świecie, tak było ciemno. Głodni, zmęczeni, ale jakże szczęśliwi. Przeżyli przygodę, przygodę na Sri Lance. Będą ją opowiadać wnukom swoim albo innych, kiedyś tam w kolejnym rozdziale ich życia, kiedy to wszystko będzie ledwo widocznym a tak bardzo upragnionym wspomnieniem podobnie jak światła stacji kolejowej w Idalgashinnie.

Recent Posts

See All
To przecież tylko zwykłe bieganie...

Czemu czuła się jak odkrywca kontynentu, mimo że chyba wszystkie zostały już odkryte? Skąd to unoszące ją do gwiazd uczucie szczęścia,...

 
 
 

Comments


bottom of page